Wywiady 0

Tomek Tchórz: Dzieci w Sportingu uwielbiają spędzać czas w grupie

Jak 22 latek odnalazł się w Szkole Trenerów PZPN, jak trafił do Sportingu, czym zaskoczyła go Portugalia, jaką drogę pokonać by pracować w akademii Legii oraz o naszych narodowych kompleksach. To wszystko w rozmowie z Tomkiem Tchórzem, prawdopodobnie najmłodszym trenerem w Polsce z uprawnieniami UEFA A, pasjonatem sztuki trenerskiej i człowiekiem pełnym niesamowitej energii.
 
Kamil Wojkowski: 22 lata i 59 dni. Dokładnie tyle upłynęło Twojego życia zanim mogłeś pochwalić się dyplomem UEFA A. Jesteś najmłodszym trenerem w historii z takimi uprawnieniami w Polsce?
Tomek Tchórz: Dość często zastanawiałem się nad tym po ukończeniu kursu. Wiele osób mnie o to pyta. Starałem się znaleźć odpowiedź na to pytanie u różnych źródeł. Wydaje się, że najlepszym z nich jest trener Stefan Majewski, który obecnie pełni rolę dyrektora Szkoły Trenerów PZPN. Podczas egzaminu, który kończył nasz kurs powiedział, że najprawdopodobniej jestem najmłodszym trenerem z tymi prestiżowymi uprawnieniami, a na pewno najmłodszym w nowo otwartej Szkole Trenerów. Jest to dla mnie wielki zaszczyt, ale także wielka motywacja do cięższej pracy, żeby to duże osiągnięcie było w przyszłości tylko jednym z wielu. To także pokazuje jak wielkim zaufaniem zostałem obdarzony przez trenerów Stefana Majewskiego i Dariusza Pasiekę. Jestem im za to ogromnie wdzięczny. Dziękuję im także za prawdziwie ojcowską opiekę podczas kursu i cenne rady. Z tego miejsca obiecuję, że nie zawiodę ich oczekiwań!
 
KW: Jak odbierali Cię bardziej doświadczeni koledzy w Szkole Trenerów? Bardziej dopingowali do pracy czy raczej uważali za młokosa, który za szybko próbuje zdobywać najwyższe szczyty? 
TT:  Żaden z pozostałych trzydziestu jeden uczestników nie dał mi odczuć, że jestem wśród nich najmłodszym. Ciekawostką jest, że od jednego z Trenerów byłem młodszy o około czterdzieści lat! Stanowiliśmy jedną, zwartą grupę. Panowała znakomita atmosfera dzięki, której każdy mógł czuć się podczas zjazdów ich ważną częścią. Mnie osobiście cieszy fakt, że powstają takie miejsca, w których coraz młodsi trenerzy mogą nabywać wiedzę i konfrontować ją z innymi. One są potrzebne ponieważ wśród nas młodych jest wielka chęć nauki. W Polsce widzę wielki potencjał, który nie jest do końca wykorzystywany. Porównując nasz kraj z innymi naprawdę da się zauważyć jak silni piłkarsko możemy być, jeśli tylko zmienimy swoje podejście do zawodu trenera i piłkarza. Bardzo się cieszę, że młodzi ludzie z pasją chcą coś zmienić i czegoś dokonać. Dzięki temu staniemy się silnym rynkiem piłkarskim w przyszłości.
 
KW: Czyli Szkoła Trenerów to po prostu świetna i niezbędna inicjatywa na naszym podwórku?
TT: Uważam, że tak. To miejsce położone w dobrej lokalizacji, ponieważ ulokowane jest dość blisko Warszawy, w mniejszej miejscowości, gdzie odczuwa się spokój. Można całkowicie oddać się nauce. To świetna inicjatywa, ponieważ nie tylko uczy, ale także daje możliwość spotkania takich ludzi jak na przykład trener Maciej Skorża. W spokoju i z uśmiechem na twarzy można konwersować, wymieniać poglądy i obserwować bogaty warsztat licznie zgromadzonych trenerów. Nie można też zapomnieć, że ukończenie tej szkoły to także duży prestiż i szansa na znalezienie się w gronie nielicznych. Ja dostrzegam w niej same plusy.
 
KW: Jak wyglądały zajęcia w Szkole Trenerów? Pytam, bo zdajesz sobie sprawę jak odbierane są praktycznie wszystkie projekty PZPN dotyczące szkolenia.
TT:  Zajęcia były ciekawie podzielone. Podczas nich przeprowadzaliśmy trening piłkarski, ocenialiśmy innych trenerów z perspektywy obserwatora i uczestnika, konwersowaliśmy w swoim gronie i dyskutowaliśmy na różne tematy z Dyrektorami Szkoły, ucząc się wielu ciekawych rzeczy. Mogliśmy także słuchać i rozmawiać z takimi ludźmi jak Trener Maciej Skorża czy pan Maciej Murawski. Mieliśmy zajęcia odnośnie medycyny, aspektu sędziowskiego i przygotowania motorycznego. Wszystko było zorganizowane świetnie, na naprawdę bardzo dobrym poziomie. My często nie doceniamy tego, co otrzymujemy. Otrzymujemy solidne wparcie, tylko musimy być bardzo zmotywowani, aby dzięki ciężkiej pracy i wsparciu zbliżyć się do sukcesu.
 
KW: Następnie prosto ze Szkoły Trenerów, poleciałeś do Portugalii, gdzie trafiłeś do Akademii Sportingu Lizbona? Znowu, mało kto w takim wieku może pochwalić się taką ścieżką rozwoju. Czy, oby to wszystko nie jest czasem dla Ciebie za łatwe?
TT: Moja dotychczasowa droga wcale jest taka prosta, jak to się może wydawać. Aby to dostrzec należy powrócić do kilku miesięcy przed rozpoczęciem kursu w Szkole Trenerów. Dzięki ukończeniu kursu odbywanego podczas studiów licencjackich i otrzymaniu dyplomu trenera piłki nożnej klasy drugiej, posiadałem uprawnienia trenerskie. Mimo, że grałem czynnie w piłkę nożną to interesował mnie rozwój w kierunku szkolenia innych i poszukiwałem informacji o tym, jakie wymagania muszę spełnić, aby móc otrzymać możliwość przystąpienia do egzaminów wstępnych w Szkole Trenerów PZPN. Udało mi się je skompletować i wysłałem swoje zgłoszenie. Ku mojemu zdziwieniu zostałem na nie zaproszony razem z moim ówczesnym trenerem Arkadiuszem Grzybem. Było to jakoś w okresie przygotowań do rundy wiosennej. Trenowaliśmy w koszmarnych warunkach, w błocie i na boisku po roztopionym lodzie, jedynie czasami używając zaśnieżonego Orlika. Nie poddawałem się jednak, ale moje relacje z trenerem nie były najlepsze. Nie rozumiałem większości jego decyzji i myślę, że kluczowym momentem był jeden ze sparingów, w którym naderwałem więzadło i przez jakiś czas nie mogłem trenować z drużyną. Analizowałem wtedy swoją sytuację i zacząłem dostrzegać, że mój wysiłek nie jest doceniany, a po powrocie na trening trener oznajmił, że ktoś powinien był do mnie zadzwonić, że nie widzi mnie w drużynie. Było mi bardzo przykro, ale podziękowałem. Kilka dni później zauważyłem informację, że Stowarzyszenie Rozwijamy Talenty w Halinowie szuka trenera. Pojechałem tam na jeden trening i Prezes Pan Piotr Wieczorek zaproponował mi prowadzenie drużyny rocznika 1999. To był super czas, jednak myślałem wciąż o graniu w piłkę. Aby od tego uciec złożyłem papiery na wyjazd z programu Erasmus+. Na dwa dni przed wylotem i rozpoczęciem nauki w obcym mieście miałem jeszcze egzamin, który warunkował mój wyjazd. Ten czas to była dobra nauka jak żyć w stresie. Aby wylecieć musiałem pokonać strach przed lataniem. W nowym mieszkaniu byłem około godziny 1, a o 9.30 rano rozpocząłem zajęcia. Jak widzisz to wszystko nie przyszło tak łatwo. Musiałem nauczyć się żyć ze strachem, żyć w stresie i w dodatku bez pasji grania w piłkę. Pobyt w Sportingu także nie przyszedł ot tak. Początkowo pojechałem do klubu CF Belenenses. Chciałem uzyskać zgodę na oglądanie treningów, jednak koordynator mówił tylko po niemiecku. Uzyskałem ją komunikując się przy pomocy słownika Google i innych trenerów mówiących po angielsku. Jednak chciałem spróbować nawiązać kontakt ze Sportingiem lub Benficą. Wybrałem Sporting i po prostu jeździłem do siedziby czekając aż trafię na osobę odpowiedzialną za podejmowanie takich decyzji. Poznałem jednego dyrektora, potem drugiego i otrzymałem propozycję bycia ich częścią. To tylko upór sprawił, że miałem tą okazję. Myślę, że ta historia pokazuje, że to nie było łatwe, a jest wynikiem pracy i wielkiej wiary, że mi się po prostu uda.
 
KW: W jakiej roli współpracowałeś ze Sportingiem?
TT: W Sportingu szkolenie podzielone jest na dwie Akademie. Pierwsza, w której trenują zawodników z roczników 2008-2002 mieści się na obiektach EUL, a druga w okolicach Alcochete, gdzie swoje treningi odbywają piłkarze rocznika 2001, przez drugą drużynę aż do pierwszej. Mój pobyt w Sportingu odbywał się głównie na boiskach EUL, w zależności od wolnego czasu udając się na obserwację do Alcochete. Było to podyktowane lokalizacją mojej uczelni, która mieści się zaledwie dwie stacje metra od boisk, a także spędzaniem na niej większości czasu, co uniemożliwiało mi podróże do Alcochete. Początkowo koordynatorzy chcieli, abym przynależał do jednego konkretnego rocznika, jednak wspólnie zdecydowaliśmy, aby nauczyć się jak najwięcej, abym współpracował przy każdym. Byłem więc jednym z czterech trenerów prowadzących treningi we wszystkich rocznikach w zależności od dnia. Co ciekawe nawet pracując z grupą około 16 zawodników w wieku 2008-2002 obecnych jest trzech, czterech trenerów. To naprawdę klasa światowa. W dniach wolnych od zajęć na uczelni podróżowałem do Alcochete, gdzie mogłem obserwować w szczególności drużynę do lat 19 i Sporting B, który na co dzień gra na drugim poziomie rozgrywek. Po każdym dniu przygotowywałem notatki i zagadnienia, które mnie interesują, następnie rozmawiając z trenerami i dyrektorami. Dzięki temu dowiedziałem się wiele nie tylko o treningu piłkarskim, ale także na przykład jak działają w Sportingu szkoły Soccer School, franchising czy marketing. Myślę, że mój wysiłek jaki poświęcałem w każdym dniu w Sportingu został doceniony, gdyż koordynatorzy i dyrektorzy wielokrotnie zapraszali mnie, aby porozmawiać na wszelkie tematy, mamy stały kontakt, a także jako prezent mogłem otrzymać koszulkę z podpisem Naniego, co ponoć nie zdarza się często.
 
KW: Wejdźmy głębiej w struktury Akademii w Alcochete. Zacznijmy do treningu. Mamy 16 zawodników, trzech-czterech trenerów, jak wygląda podział zadań? Jak wygląda jednostka treningowa w tych najmłodszych kategoriach? Interesuje mnie praktycznie wszystko – do momentu jak zawodnik przekracza bramy Akademii do momenty wyjścia z niej.
TT: Może zacznę od treningu w najmłodszych grupach. W EUL, gdzie trenują roczniki od 2002 do 2008 wygląda to mniej więcej tak, że rodzice z dziećmi przyjeżdżają odpowiednio wcześniej na trening, aby zdążyło się ono przygotować na ustaloną godzinę treningu. Niektórzy zawodnicy mają stroje przy sobie, a inni zostawiają je w magazynie. Razem przebierają się w szatni i o ustalonej porze wychodzą na boisko. Rodzice w tym czasie, co jest ciekawe, najczęściej w jednej grupie stoją za ogrodzeniem, rozmawiają, śmieją się i w dobrej atmosferze spędzają czas. Trening najczęściej jest podzielony na trzy części. W pierwszej zawodnicy wykonują ćwiczenia z piłką, które mają ich przygotować do treningu i nakreślają zadania drugiej części. W drugiej skupiają się na szkoleniu zamierzonych aspektów i w trzeciej najczęściej odbywa się gra zadaniowa lub dowolna, w zależności od grupy. Często trenerzy dzielą drużynę na dwie, a nawet trzy grupy w danym ćwiczeniu, więc każdy trener zajmuje się innym ćwiczeniem, a grupy zmieniają się co jakiś czas. W przypadku kiedy to potrzebna jest większa liczba zawodników w ćwiczeniu, prowadzi je jeden trener, najczęściej asystent, pierwszy trener z kolejnym asystentem nadzorują ćwiczenie i korygują zawodników. Dodam jeszcze, że wszyscy bramkarze roczników, które mają trening ćwiczą razem z jednym lub dwoma trenerami. Na potrzeby treningu danego rocznika włączani są do ćwiczenia.
 
W Alcochete trening wygląda bardzo podobnie, z wyjątkiem pierwszej i drugiej drużyny. Jednak do sztabu szkoleniowego każdego rocznika dochodzi trener bramkarzy. Akademia ma także trenerów przygotowania fizycznego. W zależności od treningu pracują oni albo na boisku albo w siłowni z całą drużyną lub jej poszczególnymi zawodnikami.
 
KW: Czy rzuciło Ci się coś charakterystycznego w pracy trenerów podczas treningu? Stosowanie określonych metod, dobieranie tematyki treningu?
TT:  Myślę, że należy zacząć od tego, że już sam skład sztabu jest bardzo charakterystyczny dla treningów w Sportingu. Występują w nim pierwszy i drugi trener, trener bramkarzy, student/praktykant odbywający staż, a często także na przykład trener z za granicy, który przebywa czy mieszka obecnie w Lizbonie. Doświadczenie każdego z nich wraz ze wsparciem władz pozwala na stworzenie najlepszych warunków dla podopiecznych. Często słyszę pytania o różnice w sposobie prowadzeniu treningów w Sportingu. Na pewno można zaobserwować jakieś różnice, jednak w porównaniu z najlepszym klubem polskim – Legią, ta praca wygląda podobnie. W najmłodszych grupach w Sportingu to trenerzy danego rocznika decydują o metodach treningowych i stosowanych ćwiczeniach. Myślę, że trenerzy dopuszczają większą swobodę taktyczną oraz propagują nie tylko efektywną, ale i efektowną grę. Żaden z trenerów nie poświęca dużej uwagi na rozpamiętywanie negatywnych zagrań, to chyba największa różnica. Trenerzy skupiają się na zadaniu i to wpajają zawodnikom. Powtarzają elementy, które wychodzą i ciągle chwalą.
 
KW: Interesująca sprawa z tymi dodatkowymi trenerami, dzięki temu feedback dotyczący umiejętności dzieci jest dużo bardziej obiektywny, gdy potencjał oceniany jest również przez osoby z zewnątrz. Powiedz mi, jakie są dzieci, zawodnicy w Sportingu? Czy widzisz różnicę między młodymi Polakami, a Portugalczykami?
TT: Dzieci w Sportingu, w Portugalii są na pewno inne niż polskie. Mogę stwierdzić, że każdy z zawodników wychowanych przez długi czas w klubie ze stadionu Jose Alvalade jest do siebie podobny. Są bardzo otwarci i radośni. Często śmiejący się. Mam tutaj na myśli pozytywne podejście. Uwielbiają spędzać czas w grupie, razem śpiewać, grać w piłkę czy wychodzić gdzieś. Są przy tym bardzo taktowni i odnoszą się do innych z wielkim szacunkiem. Można także dostrzec ich wrażliwość, chęć pomocy, ale także odpowiedzialność. Według mnie są bardzo dojrzali mimo młodego wieku. Głównymi różnicami, jakie są widoczne pomiędzy nimi a polskimi dziećmi to właśnie umiejętność pracy w grupie, pokora i wiara, a nawet przekonanie o tym, że są najlepsi, zachowując jednak wielki szacunek dla innych.
 
KW: Skąd taki schemat myślowy u zawodników w młodym wieku? Czy to efekt selekcji w Sportingu, a może mentalności Portugalczyków, czy jednak wielkiego nacisku na te wartości w treningu klubowym?
TT: Na pewno ta różnica nie wynika tylko z jednego powodu. Jest ich co najmniej kilka. Jest to złożony proces. Według niektórych trudny, a według mnie niemożliwy do powielenia. Każdy młody zawodnik, który przekracza bramy Akademii Sportingu jest uczony wartości, jakie jej przyświecają: Competęncia, Profissionalismo, Espírito de Equipa, Responsabilidade, Ética e Rigor. Te wartości są wymieniane i wpajane wszędzie, gdzie tylko mowa jest o młodzieży Sportingu. Wychowanie przez klub jest bardzo ważne, jednak według mnie ważniejszym jest wychowanie przez rodziców. Portugalczycy są inaczej nastawieni do życia, posiadają inną mentalność i osobowość. Te dzieci dorastają wśród najbliższych ucząc się od nich ich cech i sposobu na życie. Uważam, że niemały wpływ ma także wielokulturowość jaką obecnie widać w Portugalii. Zlepek kultur powoduje, że dzieci szybciej dojrzewają, analizują pewne rzeczy, mają lepsze umiejętności komunikacji interpersonalnej. Cały proces wychowania jest diametralnie inny. To przekłada się na sport. Uważam, że wielkim błędem polskich klubów i organizacji jest kupowanie i powielanie systemów jakie obecne są na zachodzie. Po pierwsze jeżeli dana organizacja jest skora do sprzedaży czegokolwiek, oznacza to tylko tyle, że korzysta już z czegoś lepszego. Kupując to będziemy nie tylko ciągle w tyle, będziemy ciągle gonić, ale także wydamy pieniądze. Po drugie, uważam, że żaden system nie sprawdzi się w naszym kraju, gdyż mentalność Polaków jest całkowicie inna. My mamy w sobie wiele świetnych cech, dzięki, którym liderowalibyśmy w świecie, ale musimy zrozumieć, że mamy także bardzo mądrych i wykształconych ludzi, zdolnych do tego, aby stworzyć projekt konkretnie pod młodzież Polską.
 
KW: Teraz prosto z Portugalii odnalazłeś się w Akademii Legii Warszawa. Jak to się stało?
TT: To dość ciekawa historia. Sięga ona bardzo młodzieńczych lat. Kiedy miałem 15 lat kilkukrotnie przebywałem na testach w zespole Legii Warszawa (Młode Wilki 1992), prowadzonym przez obecnego Dyrektora Akademii Pana Trenera Jarosława Wójcika. Tak jak powiedziałem, jeszcze przed wyjazdem do Lizbony brałem udział w kursie UEFA A, organizowanym przez Szkołę Trenerów PZPN. Jednym z warunków ukończenia go, było odbycie stażu w klubie Ekstraklasy, I ligi lub Akademii Piłkarskiej. Marzyłem o tym, aby odbyć ten staż w Akademii Legii Warszawa i odszukałem numer telefonu, aby zapytać o taką możliwość Pana Dyrektora Wójcika. W tym miejscu chciałbym podziękować jeszcze raz wszystkim ludziom Akademii, którzy okazali i okazują mi wielką życzliwość i pomoc. Odbyłem zatem staż. Po jakimś czasie otrzymałem wiadomość, że Legia Warszawa jest zainteresowana, abym wszedł w jej szeregi jako drugi trener jednego z roczników. W tym czasie miałem już złożone wszystkie papiery na wyjazd do Portugalii, zatem odłożyliśmy ten temat do czasu, aż wrócę. Kończąc w Lizbonie pierwszy semestr otrzymałem zgodę na pozostanie na kolejny. Bardzo chciałem tam zostać i był to dla mnie świetny czas pod każdym względem, jednak ponownie odezwała się do mnie Legia. Decyzja o powrocie nie była łatwa, ale nie żałuje jej. Po krótkim pobycie w Legii mogę mówić o klubie i ludziach w niej pracujących tylko i wyłącznie w samych superlatywach.
 
KW: Czy możemy porównywać poziom funkcjonowania akademii Sportingu do, chociażby akademii Legii, czy to nadal inna półka?
TT: To zależy jak na to spojrzymy. Jeżeli porównamy całą infrastrukturę Akademii to na pewno różnica jest bardzo widoczna i na plus dla Sportingu. Jednak chciałbym dobitnie zaznaczyć, że organizacja pracy, rzetelność, wiedza, kreatywność, ambicja, umiejętność rozwiązywania problemów, zespołowość i chęć bycia lepszym jest na równym, a być może nawet na lepszym poziomie w Legii. Polacy muszą wreszcie w siebie uwierzyć i uwierzyć, że jesteśmy w stanie dorównać, a nawet pokonać piłkarski zachód. Ja muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony poznaniem takich wspaniałych, wykształconych i dobrych ludzi jacy pracują w Legii, a w szczególności mam na myśli tutaj Dyrektora Akademii Jarosława Wójcika, Dyrektora Ernesta Wasia, trenera koordynatora Maćka Kruka czy trenerów, z którymi najbliżej współpracujemy: Kubę Zapaśnika i Tomka Janczarka. Naprawdę powinniśmy przestać porównywać się z innymi krajami, a zaufać wielkim możliwościom jakie w nas, Polakach, drzemią.

You Might Also Like

No Comments

Leave a reply